Kategorie: Wszystkie | kreuje | marudzi | zdrowieje | śni
RSS
poniedziałek, 21 maja 2007
...

tak to czasem w życiu jest że z czymś przestaje być po drodze.

tak stało się z moim blogiem, tym blogiem, nie wiem dlaczego ale nie mam ochoty tutaj już pisać.

od miesiąca intensywnie, bardzo intensywnie pracuję nad sobą i pisanie tutaj o codzienności mojej wydaje mi się niepotrzebne. nie skasuję go bo trochę mi szkoda,a drukarka nie działa bo może bym sobie wydrukowała te wpisy trzymiesięczne regularne coby nie mówić.

niech wisi sobie w cyberprzestrzeni, może kiedyś mi sie zachce znów być małą mi leną, teraz chcę być sobą. pozdrawiam was moje drogie czytelniczki, te trzy miesiące były bardzo dobre i strasznie przyjemnie było czytać miłe słowa.... to że tutaj już koniec nie oznacza że znikam z sieci całkowicie,  zawsze chętnie do was zajrzę. pozdrawiem serdecznie i do zobaczenia na waszych blogach!

już nie taka mała mi.  

15:00, mala-mi-lena
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 kwietnia 2007
zawieszenie bloga
Dziś w życiu mileny wydarzyły się bardzo ważne rzeczy. Poruszyły się obszary dawno nie dotykane. Idzie ku lepszemu, ale wymaga to poświęcenia się porządkom bez reszty, zatem mówię wam, drogie czytelniczki na czas jakiś papa. Pewnie tu wrócę bo lubię to swoje maleńkie miejsce w sieci. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnicie ;-). Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia.
01:01, mala-mi-lena
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 kwietnia 2007
niepracująca milena

I nic. Ale o dziwo Milena z rozmowy wyszła podbudowana jeszcze bardziej niż jest ostatnio, zadowolona i z podniesioną głową. Aż sie, cholera, faceci oglądali za nią (hihi, śmieszne to jest). Przegrała z gwiazdą, więc się nie przejmuje, gdyby przegrała z rówieśniczką to może, ale z facetem z dużo większym dorobkiem niż jej własny jest w stanie przełknąć. Jedyne zdzwienia jakie zaliczyła to takie, że ogłoszenie jest od miesiąca nieaktualne a mimo to chcieli rozmawiać siwi przyjęli i jak pan sobie nie poradzi( czyżby po miesiącu jego pracy mieli takie podejrzenie???) to zadzwonią, dziwne są dzisiejsze czasy. Przyjemne było jak stara raszpla ale sympatyczna i nie raszpla rozpływała się nad wykształceniem, doświadczeniem i sukcesami milenimi. Chyba poszła tam właśnie po to by ktoś potwierdził, że jest ok. Następnym razem....

Pytanie: nie mam pytań. Wiem. 

13:14, mala-mi-lena , kreuje
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
pracująca milena

Milena jest znakomitym pracownikiem, bezkonfliktowym, łatwo nawiązującym kontakty. Lubi swój zawód i jutro stanie w samo południe w szranki z innymi kandydatami. Jeśli praca okaże się tak interesująca jak ogłoszenie będzie walczyła o stanowisko jak lwica. Wykosi konkurencję. Na starcie ma lepiej bo efekt aureoli działa, pięknej osobie dodajemy przymiotów intelektualnych (o ile będzie rozmawiała z mężczyzną a nie starą, niewyżytą raszplą). Tak, poradzi sobie bez trudu, wszak pracodawca ceni w tej dziedzinie takie cechy jak kreatywność, doświadczenie, umiejętności kierownicze. A taka właśnie Milena jest. Do tego pewna siebie, znająca swoje wady i zalety, potrafiąca dopasować się do nowych okoliczności. Nie traci zimnej krwi w sytuacjach konfliktowych, jest mediatorem i rozjemcą co będzie się przydawało w pracy. I zupełna nowość w milenim postrzeganiu świata-zaczęła nareszcie uczyć się na własnych błędach, nie obraża się na siebie gdy za pierwszym razem nie zrobi czegoś doskonale, zrezygnowała z perfekcjonizmu na rzecz rozwoju. Z jej doświadczeniem, zapałem do pracy, ciekawości drugiego człowieka jest idalną kandydatką na to stanowisko. I wyuczy się tego tekstu na pamięć i do jutra będzie powtarzała jak mantrę!!!!

Pytanie: dostanie tę pracę czy nie?

 

20:11, mala-mi-lena , kreuje
Link Komentarze (3) »
kolorowa milena

Milena jest kolorowym stworzeniem, gardzi czarną garderobą. Jest na tyle piękną istotą (patrz poprzednia notka), że nie musi się chować za odchłanią ciemności. Milena nosi się w styl new hippie. Występuje w kolorowych szatach, tam gdzie trzeba dopasowanych, tam gdzie należy zwiewnych by podkreślić zgrabną sylwetkę. Na głowie raz warkocze, raz chusty zamotane w zmyślny turbanik. Na rękach bransoletki koralikowe, na szyi ciężkie kamienne wisiory, w uszach dźwięczące kolczyki. Otulona kolorami promienieje pozytywną energią....

Pytanie: czy to rzeczywistość czy marzenie?

01:48, mala-mi-lena , kreuje
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2007
piękna milena

Czytając blogi rozmaitych osób zastanawiam się zawsze jak wyglądają ich twórcy... Wy też, moi drodzy czytelnicy(a dokładniej moje dwie czytelniczki)? Zaoszczędzę wam zastanawiania się i odmaluję swój portret słowami najlepiej jak potrafię. Będę nieskromna jak cholera.

Jestem piękną kobietą. Dość wysoką, bardzo szczupłą, po prostu figura modelki wzbudzająca zazdrość. Mam ją daną i nic nie muszę robić by zachować gibkość i sylwetkę trzcinki wiotkiej. Smukłe ramiona, długie nogi sprawiają, że mężczyźni szaleją i chcą nosić mnie na rękach oszczędzając mi wysiłku stopania po brudnej ziemi. Głowę noszę wysoko, nie chowam się w garb. Dumnie wypinam małą ale kształtną pierś. A twarz? Chciałoby się zapytać jaka twarz? Powiem tak, pasuje do reszty, piękna, proporcjonalna, pociągła z brodą zakończoną zalotnym dołeczkiem. Charakteru nadaje żydowski nos, policzki jak płatki róż ani zbyt pyzate ani zapadnięte. Najwspanialsze jednak są oczy! Ogromne, czarne, tajemnicze zwierciadła duszy okolone gęstwą rzęs i brwi, które jak u friedy khalo chcą łączyć się ze sobą. Na czoło opadają niekiedy niesforne kosmyki ciemnobrązowych, naturalnych włosów, niekiedy bo zwykle ujarzmione są warkoczem francuskim oplatającym kształtną czaszkę. Uszu nie chowam pod fryzurą, pokazuję je światu śmiało, przylegające mięciutkie muszelki.... Poruszam się z gracją baletnicy, ale z całą jej pewnością kroku i zadowoleniam ze swego wyglądu. Gdy idę zostawiam za sobą delikatną smużkę zapachu-be delicious donny karan... Męski ściele się trup....

Taką piękną kobietą jestem.  

 

Pytanie: co zmyśliłam? 

12:20, mala-mi-lena , kreuje
Link Komentarze (5) »
trzeba przemyśleć kwestie bloga

Fajne jest pisanie bloga, podoba mi sie, ale zabiera mi strasznie dużo czasu, (ksenia dzięki jeszcze raz i nie piernicz, że nie ma za co jak jest za co).

Na początku pisałam tylko swój i nic innego mnie w blogowaniu nie obchodziło, dziś jak siadam przed kompem to wpadam w inne. I zanim wypłodzę swoją notkę przeglądam dziesiątki innych i czasem zabiera mi to kilka godzin. Ładnie? No. Pół roku temu pojęcia nie miałam o blogach, a dziś czytam tylko to. Kiedyś komputer potrzebny mi był do ...uwaga uwaga -POGŁEBIANIA SWOJEJ WIEDZY, FOLGOWANIA ZAINTERESOWANIOM-a teraz, kpina i dziadostwo. 

Trzeba się ograniczyć i przestać czytać o innych życiach, przestać wzdychać że inni mają lepiej, ciekawiej i wogóle są takcy wspaniali i cudowni .... Czas zająć się własnym. Deklaracja, planowanie marzeniowe. Kurwa. A niech będą te brzydkie słowa, jutro zrobię edytuj i albo ten wpis skasuję albo pozamieniam słowa mocne na lżejsze. No to- kurwa, kurwa, ale jestem na siebie zła. Znowu, już byłam tutaj zła na siebie kilka razy. Ale dziś to chyba apogeum.

Normalnie mam ochotę wywalić komputer przez okno, i tym razem nie dlatego że sie psuje ale dlatego że nawet nie zauważyłam jak mi wykradł kilka tygodni*. I co dał w zamian? Frustrację -że mam gorzej-to na minus. Na plus, kilka osób które są autentycznie interesujące i gdyby nie zbłądziły na mój blog sama bym na nie nie trafiła. I tyle. Tylko albo aż.I tą garstkę blogów zachowam, na nowe sz-l-a-b-a-n. Kurwa.

Zapiski bezrobotnej, mało ciekawej, frustratki pod trzydziestkę, no nic tylko czytać i się pasjonować! A chuj! Nie będzie tu tak! Kto powiedział, że ma tu być szczerze? Ja? To w dupie,cofam to.  Stworzę sobie nową Milenkę, zadowoloną ze wszystkiego, robotną, i tak ciekawą, że ludzie będą skamlać u drzwi żeby mnie poznać, a że na początku to nie przystawało będzie do rzeczywistości to chuj, z czasem zacznie. Siła kreacji. Ot co. W końcu ile można żyć w pierdolniku własnych ograniczeń???

Skończyłam. Ulżyło mi!!!!!!! 

koniec i bomba kto czytał ten trąba.

 

ps.jutro znowu napiszę :-P, więc sie nie obrażać proszę. 

* to nie komputer, sama sobie to zrobiłam. 

01:04, mala-mi-lena , zdrowieje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2007
dzięki ksenia

Tytułem wstępu, wzięła ksenia i mnie opierdoliła , ups, sie mi wyraziła brzydko, ale nie ma adekwatniejszej nazwy na to.

Ksenia, fajnie że to zrobiłaś. To miło jak ktoś przywali w dobrej intencji. Oczywicie rację masz. Wzięłam i sobie przemyślałam to co napisałaś.

Przyznaję, że wpadłam w mój ulubiony stan rozmemłania i rozczulania się nad sobą, to znany i bezpieczny stan. A takie ślęczenie nad planem życiowym, a potem zebranie sie do kupy i go realizowanie to nowy ląd nieznany, pełen pułapek i wątpliwości. Tylko szaleniec w to wchodzi, ale ludzie są szaleni i chcą żyć. Może ja też powinnam? To pytanie na które oczekuję odpowiedzi, swojej, w działaniu!

Tyle. I jeszcze raz dzięki. Sto milionów słów napełnia czarę by jedno ją przelało :-)

23:51, mala-mi-lena , zdrowieje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 kwietnia 2007
smętnie
Ale jestem na siebie zła. Nie powinnam, bo wybrałam inaczej i nie powinnam odczuwać żalu i złości. A jednak, płaczę i zgrzytam zębami. Rozmawiałam z koleżanką i dowiedziałam się że projekt krakowski ma sie świetnie i rozwija się w bardzo interesującym kierunku. Mogłam w nim brać udział, ale stchórzyłam, myślałam, że nie dam rady zostawić tego co mam tutaj czyli moich obowiązków domowych. Myślałam, że nie dam rady sama zamieszkać w Krakowie, sama się utrzymać i wogóle. Nie byłam gotowa dwa miesiące temu na taką rewolucję a dziś... Dziś żałuję i smutno mi bo nie zorganizowałam sobie niczego w zamian. Tylko pusto i głucho i do dupy. I nie pocieszy mnie teraz nic. Nikt. Sama sobie samobója zafundowałam. Mam co chciałam. Tylko czemu mi tak żal?
22:19, mala-mi-lena , marudzi
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 kwietnia 2007
żarcie świąteczne
Zapowiada sie wyżerka ogromna, napiekłam dziś, nagotowałam. Jutro napiekę, nagotuję, a potem nie tknę prawie nic bo 2 tygodnie przed głodówką należy ograniczać tłustości, mięsa i takie tam.... Ale, z drugiej strony to bedę ostatnie święta przed kompletną zmianą żywienia więc chyba te głodówkę sobie zostawię na tydzieć następny czyli od 23 kwietnia A teraz sie pożegnam z białą kiełbaską, szyneczką i frankfuterkami jak należy. Czyli żarcie, żarcie, żarcie.....
22:53, mala-mi-lena
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 kwietnia 2007
rachunek sumienia

 Tak, ale zupełnie przypadkiem mi sie zbiegło z wielkim czwartkiem to zastanawianie.

Myślę o tym co u licha zaniedbałam, że musze sie tak samotnie męczyć teraz. Co zrobiłam nie tak, że nikogo bliskiego nie mam? Myślę i myślę i wymyślić nie umiem. Kwestia pecha odpada, nie wierzę chyba jednak w takie sprawy (no może w nieczynny basen owszem ale nie jeśli odnosi się to do żywej materii)...

Porozmyślam w wannie.... 

22:09, mala-mi-lena , marudzi
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 kwietnia 2007
głodówka

Zdecydowałam, od 16 kwietnia robie głodówkę. Pięciodniową na początek.

Czuję się tak źle fizycznie, że chyba nie mam innego wyjścia. Jestem ospała, bez energii, bez radości, nic mi nie smakuje. Cera woła o pomste do nieba a i oczy nie błyszczą tak jak powinny o matowych włosach nie wspomninając. Myślę też nienajlepiej, spróbuję sobie zatem pomóc w ten sposób. Nie jest to łatwe, i boję się stracić te z trudem wyhodowane kilkogramy ale trzeba o ciało zadbać. Zatem od jutra przygotowania i choć moment nienajlepszy, święta i mnóstwo jedzenia to dam radę. Matko tylko jak ja zniosę lewatywy?

Jeśli ktoś miał doświadczenie z głodówką taką dłuższą niż 36 godzin to proszę o podzielenie się refleksjami, będę bardzo wdzięczna.

23:41, mala-mi-lena , zdrowieje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 kwietnia 2007
święta są dla dzieci

Od pewnego czasu to jest od świąt poprzednich i jeszcze poprzednich i tych sprzed 3 i 4 lat zastanawiam się po kiego grzyba ta cała szopka? To ganianie na zakupy, sprzątanie w półkach do których i tak nikt nie zagląda... Po co to wszystko? W rodzinie niereligijnej święta są niepotrzebne gdy nie ma w niej małych dzieci. Pamiętam jak moja siostra była mała, jak ja byłam młodsza święta nas cieszyły. Na wielkanoc malowałyśmy jajka, robiłyśmy zajączki i kurczaczki. Na bożenarodzenie lepiłyśmy łańcuchy, ozdabiałyśmy dom gałązkami...eh, fajnie było, i mama była bardziej radosna widząc jak nas to całe świąteczne zamieszaniecieszy. Moja siostra wierzyła w zajączka i aniołka bardzo długo więc i magia prezentowa była. A teraz? Teraz Zu ma 16 lat i dzieckiem nie jest i nijak jej nie moge namówić na malowanie jajek....

Teraz powinny być w domu nowe, małe dzieci-moje na przykład i dla nich powinno się to wszystko robić. Piec te ciasta, faszerować jaka, uczyć pieśni radosnych...I czekać na śmingus dyngus jak na wielkie wydarzenie.

Dziś na święta wyjechałabym w jakąś głuszę,w góry albo nad morze, uciec od zwykłych dni. Mając doskonały kontakt z moimi dziewczynami nie potrzebuję świąt by z nimi być. Jesteśmy razem codziennie (no może co kilka dni, ale chodzi mi raczej o jakość kontaktu, ten jest świetny na codzień, bliski, czuły i serdeczny). Nie chcę obżarstwa, bo nie jem ostatnio tradycyjnie, nie tknę jajek, rolad, ciast wszelakich, więc po co? Po co nam ta hipokryzja?

Pojawią się dzieci, wróci magia świąt.... Nadzieja w Zu.... jeszcze 4 lata może 5....

17:11, mala-mi-lena
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
marzenia księżycowe

Tak zagląda mi ten pan w okno i tak mnie rozmarza, tak roztkliwia, rozleniwia jeszcze bardziej.......

Marzenia.... Dobrze byłoby marzyć znowu, dobrze by było... mieć pomysł na życie.... eh...

 

A z innej beczki, byłam dziś w ikei, kurcze albo ja sie zmieniłam albo ikea sie tandetna zrobiła jak nie wiem co bo nie jak barszcz bo barszcz lubię. Szukałam lampy do pokoju bo mi robotnicy potłukli w czasie remontu. I nic nie znalazłam interesującego. W innych sklepach są i owszem ale nie na kieszeń robotników....Kupiłam taką papierową kulę żeby cokolwiek świeciło z tego sufitu ale do zadowolenia brakuje wiele. Kupiłam też świeczkę waniliową bo jak przestanę kurzyć te okropne papierosiska to będzie mi ładnie pachniało w pokoju. Kupiłam też dwie miski na zupę (po kij mi dwie skoro śniadania* jem sama....), 6 kolorowych pudełek na nie wiem co ale PRZYDASIE, zestaw narzędzi bo moje po remoncie wołają o kąpiel a przecież nie chce mi sie myć śrubokrętów, młotka i kleszczy....wole 15 złotych wydać i mieć nowe, zwłaszcza, że za niedługo zdobędę fortunę (już dzielę pieniądze zaoszczędzone na papierosach) i to tyle w kwestii zakupów**. Ikea mnie prędko nie zobaczy. Tyle bzdur i zaśmiecania cyberprzestrzeni na dziś.

* na śniadanie jem zupe, gorącą i pożywną, że starcza mi na pół dnia a  i czasem jak zapomnę o innych posiłkach to i tak mi w brzuchu nie burczy 

** ksenia-pięknie długaśne to zdanie.....;-) 

 

 

22:40, mala-mi-lena , marudzi
Link Komentarze (1) »
nowy miesiąc -stare nawyki
No i postanowiłam sobie rzucić palenie od 1 kwietnia, i co? I sobie zafundowałam żart primaaprilisowy. Zle to wymyśliłam, i źle, że używam nazwy -rzucać palenie. Nie rzucę, ja po prostu przestanę palić. Rzucanie ma w swojej istocie za duży ładunk wysiłkowy. A ja sie wysilać nie lubię, rzucić mi sie nie uda, uda mi się przestać palić! Zatem jutro.....
15:28, mala-mi-lena
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 kwietnia 2007

Bez tytułu,

... nie mam weny w tym roku na wymyślanie primaaprilisów. przychodzi mi prymitywny- powiedzieć rodzinie że wychodzę za mąż.... to nie jest nawet śmieszne, hehe gorzko zarechotałam.....powiem, że znalazłam pracę-kurczę jeszcze gorzej.....to może wyznam że wygrałam tydzień temu w totka 6 milionów....e, z tym poczekam do świąt. coś musze wykombinować...eh.... może się prześpię i rano podczas gimnastyki przyjdzie olśnienie.....

01:17, mala-mi-lena , marudzi
Link Komentarze (4) »
piątek, 30 marca 2007
pechowo -sportowo
Tak jest, zaplanowałam sobie wieczór sportowy, i co? Oczywiście poszłam jak zaplanowałam w jedno miejsce (na razie sie nie przyznaję w jakie)i okazało sie że dziś już full i nie wejde(ale wejde we wtorek więc jak przeżyję we wtorek zapieję tu na bloga mego łamach z zachwyt). Więc poszłam na spacer, a na nim olśniło mnie, że w zamian moge iść na basen! I? I awaria na basenie i nie popływam. I jeśli sie okaże, że zepsuł mi sie rowerek stacjonarny na którym zamierzam pojeździć oglądając gnijącą panne młodą (hurra odkodowany kanał filmowy w tivi nadaje o 20!) to sie chyba wkurze iście w sportowym energicznym stylu. Ot tyle dzisiaj.
18:32, mala-mi-lena
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 marca 2007
bez tytułu
Fajnie jest. Mobilizacja do życia rusza pełną parą, ale spokojnie do przodu. Byłam dziś w muzeum. śmieszne te panie które pilnują czy czegoś za pazuchą nie wyniosę, a jedna tak przebierała niecierpliwie nogami żebym już wyszła z JEJ  sali, pewnie cały dzień siedziała rozwiązując krzyżówki i siku akurat jej sie zachciało jak weszłam oglądać. Wniosek jest jednak z wizyty zaskakujący, albo i nie, może nie, raczej oczywisty. Umknęło mi sporo wiedzy, nie używałam jej ponad rok i zakurzyła się. Tak, wolę myśleć, że sie zakurzyła niż umknęła. Zatem wiosenne porządki to nie będzie tylko mycie okien ale i wygrzebanie notatek, czytanie, notowanie od nowa......
22:15, mala-mi-lena
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 marca 2007
hm.....dość???

Co za dziwny dzień, już dawno takiej huśtawki nie zaliczyłam, normalnie od głupawki do ryczenia w poduchę z niewiadomych powodów. Ale jak mówi przysłowie w marcu jak w garncu, więc wszystko gra. Dziś zeżerała mnie po kawałeczku samotność, zadzwoniłam do wszystkich kogo tu mam pod ręką z prośbą o spacer albo o herbatę i nic, nikt nie miał nawet kwadransa wolnego, nikt czyli aż 3 osoby!!!!! Trudno, poszłam na spacer sama i oczywiście na koniec wylądowałam u mamusi. Nie ma jak u mamy cichy kąt......
Pobiegałam sobie, poskakałam, nie pohuśtałam sie bo wszystkie huśtawki zajęte, wiosna i dziecyska wyległy. To są minusy wiosny- plusy zimy, zimą huśtawki są zawsze wolne...... A milena w promieniu 500 metrów od huśtawki jest małą mi i tyle, i warkocze pasują. Ha,dziś widziałam kobietę w takiej samej fryzurze jak moja ale miała farbowane włosy w takie paski - belejaż, pasemka czy jak to zwał i co mnie uderzyło-wyglądały te warkocze dorośle! Może też tak zrobię? No ale nie mam 150 złotych na fryzjera... :-( Trudno, sama sobie zrobię, zawsze ilekroć farbowałam swoje kudły wychodziło niejednolicie, więc pasemka miałam za 15 złotych, no za 30, bo dwie farby potrzebuję. Teraz następują dywagacje na temat koloru-najbardziej bym chciała być blondynką ale nie da sie, jak raz sie zafarbowałam na blond to wyszło mi tak przy skórze zielonkawo a reszta ryżawo- żółta, wyglądało o h y d n i e! Więc blond odpada, rudy mi sie znudził. Ciemne brązowe mam w pakiecie urodzinowym więc jaki wychodzi- czarny! Ale czarne raz  miałam i wyglądałam jak chudsza o połowę i nędznie jak ósme dziecko stróża. A w poprzedniej notce zapomniałam sie pochwalić, że przez 2 miesiące przytyłam 4 kilo czyli przekroczyłam 50! Cudnie, jak sie zrobi cieplej to nie będę grzechotała kościami! Na czym to ja skończyłam? A na czarnym! Nie, w czarnym sie nie widze, wogóle to nie chce zmianiać koloru, tylko takie delikatne pasemeczka o ton jaśniejsze to bym se strzeliła no.... Chyba naciągnę kogoś na tego fryzjera. A co już i tak mam tyle długów, że jak dostanę pracę to będę je spłacać przez 3 albo 4 miesiące (No chyba, że znajdę taką w której na dzień dobry dostanę 3 tysiące, hahaha, sama sie uśmiałam, ale wspomniałam w pierwszych słowach, że miewam dzisiaj głupawki a nie ma większej od myślenia, że tyle moge zarobić) Apropos pracy to napisałam dziś siwi, juto ide je pozanosić, a nuż co z tego wyniknie. Troche już mnie męczy siedzenie w domu.....

I tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis i zmykam oglądać w tivi godziny! 

22:47, mala-mi-lena
Link Komentarze (2) »
2 miesiące bezrobocia

Tak, dwa miesiące temu trzasnęłam drzwiami mojej pracy. To był mądry ruch, dochodzę do siebie po tej męczarni. Aż się teraz dziwię że wytrzymałam ten czas. Ale ważniejsze jest co zrobiłam pożytecznego przez te miesiące, i oprócz remontu nic nie przychodzi mi do głowy. Coż, marnowanie czasu to jak już mówiłam moja konkurencja mistrzowska. Teraz mam kolejna 2 mce przed sobą, Zrobie mamie prezent na dzień matki i sie obrnonię tego dnia, postanowione, zapisane poszło w eter czy tam w światłowody.

No to do roboty! 

12:28, mala-mi-lena
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 marca 2007
szczudła

Kiedys chodziłam na szczudłach! Zaczynałam od półmetrowych by skończyć na metr i pół. Udawało sie, nawet nieźle. Na kilku festynach rozdawałam cukierki dzieciakom i takie różne. Zatem dlaczego pokonały mnie buty na dziesięciocentymetrowym obcasie? Ja się pytam dlaczego! No do jasnej ciasnej tak super wyglądam w tych bucikach i co z tego? No nie umiem chodzić i już. Pokonałam trasę około kilometra w tempie ślimaczym a ostatnie metry to był horror, spociłam sie jak wieprz choć wcale ciepło nie jest i nie naubierałam sie jak cebula. Obcasy chyba wymyślili mężczyźni.

A może przesadziłam? Może pierwsze buty na obcasach w życiu powinnam była sobie kupić o połowę niższe? Tak 5 cm? Zostawiam te dywagacje, może jeszcze kiedyś je założę (w co szczerze wątpię)a tymczasem będą się świetnie nadawały do łapania kurzu.

13:54, mala-mi-lena , marudzi
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 marca 2007
zapowiada sie piękna niedziela
Ot co! Spacer, zakupy ubraniowo-butowe, muzyczka w uszach. Potem obiadek, praca naukowa, relaksik przed pudłem... No no no, będzie dobrze, a o 21 padne jak kłoda spać i teraz już będzie z górki!!!
09:23, mala-mi-lena , śni
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 marca 2007
maska

Wczoraj to była niezła zabawa, ot zamiast twarzy maska! A dziś jak to zobaczyłam przebiegły mnie ciarki, jak to jest że moc własnego działania uświadamiam sobie po chwili. Nie kiedy się ono dzieje, ale po parunastu chwilach, czasem dniach bywa że po miesiącach. Skąd się wzięło niereagowanie właściwe na wydarzenia. No tak , mam co przemyśliwać. A na przekładzie mojej  maski  rozważyć chcę

a) kiedy i dla kogo mam maskę i jaką

b) czy uświadamiam sobie jej posiadanie

c) kiedy bywam prawdziwa i odarta z póz

d) co chcę pokazywać a co jest tylko moje i nic nikomu do tego

e) czy dalej chcę wieść życie bez życia

Tak, moja maska to paradoksalnie bardziej prawdziwa twarz niż na początku sądziłam, myślałam że się chowam a tymczasem odsłoniłam się jeszcze bardziej. Czuję się właśnie tak, jak odlew siebie, stężały w nieruchu. Przestawiam się tylko z kąta w kąt, tak jak przenoszę ten kawałek gipsu. Jestem przedmiotem.

ciąg dalszy rozważań nastąpi a tymczasem zachęcam do dyskusji, nie pamiętam czy już was o to drodzy czytelnicy prosiłam ale dziś proszę o zabranie głosu. Jak to jest z waszymi maskami? 

20:06, mala-mi-lena
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 marca 2007
ujawniam twarz!!!!

A co! Rozhulałam się z tymi eksperymentami, hehe

 

malami

22:14, mala-mi-lena
Link Dodaj komentarz »
fantazje

tutaj był mały eksperymencik, ale już został skasowany bo nie pasował do delikatnej natury małej mi;-)

 

 

 

01:09, mala-mi-lena
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4
CURRENT MOON